Autor: Stephen King
Przekład: Tomasz Wilusz
Wydanie: Prószyński i S-ka
Premiera: 6.06.2013
Liczba stron: 334
Devin
Jones, student college’u, zatrudnia się na okres wakacji w lunaparku, by
zapomnieć o dziewczynie, która złamała mu serce. Tam jednak zmuszony jest
zmierzyć się z czymś dużo straszniejszym: brutalnym morderstwem sprzed lat,
losem umierającego dziecka i mrocznymi prawdami o życiu – i tym, co po nim
następuje. Wszystko to sprawi, że jego świat już nigdy nie będzie taki sam…
Pasjonująca opowieść o miłości i stracie, o dorastaniu i starzeniu się – i o tych, którym nie dane jest doświadczyć ani jednego, ani drugiego, bo śmierć zabiera ich przedwcześnie.
Pasjonująca opowieść o miłości i stracie, o dorastaniu i starzeniu się – i o tych, którym nie dane jest doświadczyć ani jednego, ani drugiego, bo śmierć zabiera ich przedwcześnie.
Myślisz
sobie: No dobra, wszystko rozumiem, jestem przygotowany na najgorsze – ale przez
cały czas masz promyk nadziei i to właśnie cię najbardziej rozwala. Dobija cię.
[s. 96]
Główny bohater, Dev, opowiada
nam swoją historię z czasów młodości. Był wtedy dwudziestojednoletnim
studentem, zakochanym w niejakiej Wendy. W wakacje 1973 roku Dev zaczął pracę w
wesołym miasteczku o uroczo brzmiącej nazwie Joyland. Tam poznał nowych
przyjaciół, próbował zapomnieć o złamanym sercu i zdobywał nowe doświadczenia.
Nie spodziewał się jednak, że jego życie przybierze tak nieoczekiwany tor – w lunaparku
krążyła legenda o duchu brutalnie zamordowanej dziewczyny, a miejsce Wendy
zajmuje pewna kobieta z niepełnosprawnym dzieckiem, któremu młody mężczyzna
pomaga spełnić marzenia. Wszystko się zmieni, gdy Devin odkryje mrożącą krew w
żyłach prawdę o rzekomo straszącej klientce Joylandu.
Generalnie nigdy nie byłam
pozytywnie nastawiona do książek Kinga, gdyż nie przepadam za horrorami i tego
typu powieściami. Czytałam kiedyś dwie i żadnej nie udało mi się skończyć. Ale
jak to mówią, do trzech razy sztuka, prawda? Gdy przytrafiła mi się okazja
niewiele myśląc zabrałam się za czytanie tej książki i pochłonęłam ją dosłownie
w kilka godzin.
I wiecie co? Powiedzenie, że to tragedia, dno totalne, koszmar i porażka to za mało.
Może powiecie, że przesadzam, ale wierzcie mi, jeśli King reprezentuje taki
poziom, to ja dziękuję, wychodzę. Nastawiłam się na nieustający dreszczyk
emocji, nieprzespane noce, a wynudziłam się jak nigdy. Na Instagramie kilka osób
napisało mi, że jest to najgorsza książka w dorobku tego autora, a ja mam
ogromną nadzieję, że to prawda. Bo mimo wszystko styl Kinga jest przyjemny,
bardzo szybko się czyta i można wiele wynieść po takiej lekturze, ale jeśli jeszcze
raz zobaczę, że ktoś tę książkę nazywa horrorem, to zaśmieję mu się prosto w
twarz. Kryminał? Jak najbardziej. Horror? Nigdy w życiu.
Dawno się tak nie cieszyłam ze
skończenia książki. Jeśli ktoś chce zacząć przygodę z Kingiem od właśnie tej
pozycji niech prędko zmieni zdanie, bo bardzo się zawiedzie. Może i jest
ciekawa, przyznam, że mnie wciągnęła, przez co nie dostała jeszcze niższej
oceny, ale ja popełniłam duży błąd, zakładając, że ta książka mnie przestraszy.
3/10
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 2,3 cm
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 2,3 cm

