Autor: Rainbow Rowell
Przekład: Magdalena Zielińska
Wydanie: Moondrive (Wydawnictwo Otwarte)
Premiera: 27.07.2015
Liczba stron: 459
Fangirl
to opowieść o przyjaźni wbrew różnicom i o trudnej sztuce dojrzewania. To
historia o ludziach, którzy kochają książki tak bardzo, że stają się one ich
całym światem.
Wren i Cath to siostry bliźniaczki „podobne” do siebie jak ogień i woda. Wren
chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać
nowych ludzi. Cath woli siedzieć w ich wspólnym pokoju i pisać fanfiction do
książki, która zawładnęła całym jej światem. Jest fanką nastoletniego
czarodzieja Simona Snowa. Wróć! Jest Prawdziwą Fanką, która… ma swoich własnych
fanów, bo pisze fanfiki o Simonie.
Mimo, że tak różne, dziewczyny są nierozłączne.
Gdy bliźniaczki rozpoczynają naukę w college’u, ich drogi się rozchodzą – Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka Reagan (Cath prędzej dogadałaby się z Marsjaninem niż z nią) i wiecznie uśmiechniętego Leviego (czy on kiedyś zrozumie, co to jest przestrzeń osobista?) oraz panią profesor od kreatywnego pisania (która wszelkie fanfiki uważa za plagiaty).
Mimo, że tak różne, dziewczyny są nierozłączne.
Gdy bliźniaczki rozpoczynają naukę w college’u, ich drogi się rozchodzą – Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka Reagan (Cath prędzej dogadałaby się z Marsjaninem niż z nią) i wiecznie uśmiechniętego Leviego (czy on kiedyś zrozumie, co to jest przestrzeń osobista?) oraz panią profesor od kreatywnego pisania (która wszelkie fanfiki uważa za plagiaty).
„Czy już nie można sobie czasem
odpuścić? Czy już nie może sobie człowiek powiedzieć: „Strasznie mi trudno,
więc przestanę się starać”?” [s.
262]
Cather jest wielką fanką Simona
Snowa (swoją drogą, czy nie zalatuje to wam trochę Harrym Potterem?). Ma wiele plakatów, koszulek i innych gadżetów z
nim związanych. Wraz ze swoją siostrą bliźniaczką pisze fanfiction o nim i
innym bohaterze, obydwie uczestniczą aktywnie w fandomie i niecierpliwie
czekają na ostatni już tom przygód o ich ukochanym bohaterze. Jednak gdy muszą
zamieszkać w akademiku ich drogi się rozchodzą i Cath, wiecznie samotna dusza,
musi się zmierzyć z problemami życia codziennego. W zaaklimatyzowaniu się
pomaga jej współlokatorka Reagan, której wiecznie nie ma, a jeśli jest, to śpi
albo narzeka. Imprezuje, pali i pije, zmienia chłopaków jak rękawiczki. Idealna
towarzyszka dla Cath, nie ma co! Reagan stale towarzyszy Levi, wysoki,
pracujący w Starbucksie blondyn z rancza. Razem z nimi Cather próbuje
dostosować się do panującego wokół świata młodych dorosłych, jednocześnie
pozostając Prawdziwą Fanką Simona Snowa.
Pierwsze, z czym się
zapoznajemy to notka biograficzna Simona Snowa. Dla mnie rzuca się w oczy to
uderzające podobieństwo do Harry’ego Pottera. No halo! Chyba, że autorka sama
postanowiła zostać fangirl, a jej książka to fanfik o Gryfonie. Chociaż wydaje mi się, że nie, a Rowell po prostu nie miała
pomysłu na postać.
Dodatkowo
po każdym rozdziale znajduje się fragment wyrwany z oryginalnej książki lub z
dzieła Cath. Może to i fajne, pozwala się zapoznać z bohaterami, ale czy ma to
jakiś większy sens? Nie wiem, i nie chcę wiedzieć.
Powiem Wam, że chyba zbyt wiele spodziewałam się po tej książce. Eleonora i Park mnie nie zachwyciła, więc miałam nadzieję, że może przy Fangirl będzie inaczej. Jednak chyba troszkę się zawiodłam… Zauważyłam, że Rowell ma tendencję do pisania średnich książek, lecz z genialnymi zakończeniami. W tym przypadku na prawie pięćset stron podobało mi się ostatnie plus minus 200.
Cath bardzo, ale to bardzo nie przypadła mi do gustu. Młoda dziewczyna, ma przed sobą cały świat, a boi się iść na stołówkę i coś zjeść? Nie może uwierzyć, że ktoś uśmiecha się do ludzi tak po prostu? Że w ogóle z nimi rozmawia? No błagam, tacy ludzie nie istnieją, a jeśli już, to… ja dziękuję, postoję.
Natomiast te ostatnie dwieście stron to było jakieś zbawienie. Wszystko się ułożyło, każda wymiana zdań czy sytuacja wywoływała na mojej twarzy uśmiech.
Powiem Wam, że chyba zbyt wiele spodziewałam się po tej książce. Eleonora i Park mnie nie zachwyciła, więc miałam nadzieję, że może przy Fangirl będzie inaczej. Jednak chyba troszkę się zawiodłam… Zauważyłam, że Rowell ma tendencję do pisania średnich książek, lecz z genialnymi zakończeniami. W tym przypadku na prawie pięćset stron podobało mi się ostatnie plus minus 200.
Cath bardzo, ale to bardzo nie przypadła mi do gustu. Młoda dziewczyna, ma przed sobą cały świat, a boi się iść na stołówkę i coś zjeść? Nie może uwierzyć, że ktoś uśmiecha się do ludzi tak po prostu? Że w ogóle z nimi rozmawia? No błagam, tacy ludzie nie istnieją, a jeśli już, to… ja dziękuję, postoję.
Natomiast te ostatnie dwieście stron to było jakieś zbawienie. Wszystko się ułożyło, każda wymiana zdań czy sytuacja wywoływała na mojej twarzy uśmiech.
Fangirl
miała
być opowieścią o typowej fance posiadającej własnych fanów, własne problemy i
ciężkie życie. Jednak zamiast tego ja otrzymałam nieciekawą książkę dotyczącą
dziwnej, lekko zacofanej społecznie dziewczyny, która boi się wszystkiego. Ogólnie
cała historia jest fajna, zabawna i wciągająca, lecz nie uważam tego całego
szumu wokół niej za słuszny.
Ocena
książki: 6/10
Książka bierze udział w wyzwaniu Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
(3,1 cm)
Książka bierze udział w wyzwaniu Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
(3,1 cm)


